piątek, 30 grudnia 2011

.0. Prolog

Przez całą ceremonię siedziała sztywno na krześle i patrzyła tępo w bawiące się dzieci. Ciągle nie mogła uwierzyć w to, co się stało. Wszystko zdarzyło się tak nagle, nie miała czasu się nawet do tego przygotować. Ale nikt na to nie zważał, bo nikt nie wiedział, naprawdę nikt, co tak naprawdę czuła. Nigdy nie była w stanie tego powiedzieć, wydawało się, że nie jest pewna. Kiedy teraz patrzyła na to wszystko, wiedziała, że nie musiała się wstydzić, że mogła wszystko powiedzieć. Przynajmniej by wiedzieli.
   Miłość do Waszyngtonu tak długo wpajana jej przez rodziców nagle gdzieś uleciała. Waszyngton kojarzył jej się teraz nie ze stolicą najpotężniejszego państwa i Białym Domem. Kojarzył jej się teraz z ludźmi, którzy ją zwodzili i oszukiwali, a może nawet wykorzystali. Przynajmniej jedna osoba.
  Za dziesięć minut miały z Hanną samolot do Londynu. Ceremonia na szczęście skończyła się wcześniej i Ana wsiadła do taksówki bez zbędnych słów. Hannah jeszcze pogratulowała Davidowi. Hannah o niczym nie wiedziała.
  Ana chciała zacząć wszystko od nowa, a Londyn dawał jej taką szansę.

3 komentarze:

  1. No, no. Wciągnęło mnie i zaciekawiło, a to trudne :D Jaka ceremonia...? Co się stało...? "Ludźmi, którzy ją zwodzili i oszukiwali"? "Przynajmniej 1 osoba"? Błagam Cię, bardziej tajemniczo tego napisać nie mogłaś...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. hahahaha, uroki prologu :D . w następnym rozdziale zobaczysz ;)

      Usuń
  2. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń